Międzychód - Heinz chce sprzedać zakład

Firma HJ Heinz Polska zamyka swój zakład w Międzychodzie, a linię dań gotowych przenosi do Pudliszek. Oznacza to dramat dla setek rodzin. Na domiar złego, to już drugie tak duże przedsiębiorstwo, które zamyka swój zakład w okolicy.

Widok fabryki w Pudliszkach z 1964r
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Widok fabryki w Pudliszkach z 1964r (© www.pudliszki.pl)

Amerykański koncern HJ Heinz przejął Zakłady Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego w Międzychodzie pod koniec 2000 roku. W ciągu 3 lat przeprowadził restrukturyzację, w wyniku której Międzychód stał się oddziałem, a wytwarzane tam produkty nie miały już etykiety Międzychodu, ale Pudliszek. Obecnie produkowane są tam dania gotowe oraz koncentrat pomidorowy, a zatrudnionych na stałe jest 200 osób. Kolejne 100 to pracownicy sezonowi. Te same produkty wytwarzane są w Pudliszkach i to okazało się gwoździem do trumny międzychodzkiego zakładu.

- Skupienie działalności produkcyjnej oraz logistyki w jednym miejscu okazało się najbardziej zasadnym biznesowo rozwiązaniem. Pozwoli to na zapewnienie stabilnej pozycji rynkowej dla marek i produktów HJ Heinz - wyjaśnia Katarzyna Gospodarek, rzecznik prasowy koncernu. - Utrzymywanie produkcji w dwóch fabrykach oznaczałoby dla firmy znaczne obniżenie konkurencyjności na rynku.

Zamknięcie zakładu w Międzychodzie ma nastąpić w listopadzie. Do tego czasu koncern ma wprowadzić w życie program pomocy dla zwalnianych. - Pracownicy z Międzychodu będą mogli liczyć m.in. na pierwszeństwo w rekrutacji na nowe stanowiska pracy w Pudliszkach - zapewnia Adam Dyszyński, prezes HJ Heinz Polska. Według deklaracji, tam pracę będzie mogło znaleźć 120 osób oraz drugie tyle w sezonie.

O ile mieszkańcy Pudliszek zatrudnieni w branży przetwórczej mogą odetchnąć z ulgą, to w Międzychodzie sytuacja jest katastrofalna.
∨ Czytaj dalej

Zakład Heinza jest bowiem kolejnym przedsiębiorstwem likwidowanym w ostatnim czasie. Kilka dni temu firma meblarska Christianapol z Łowynia rozpoczęła pierwszy etap redukcji zatrudnienia. Pracę straciło już 140 osób, a w Powiatowym Urzędzie Pracy władze firmy zapowiedziały, że liczba ta może wzrosnąć nawet do 300.

- Christianapol ma dwa oddziały: w Krajence pod Piłą i w Łowyniu. Nie wiemy, czy zwolnienia będą dotyczyły tylko Łowynia - mówi dyrektor PUP w Międzychodzie, Aleksandra Greiser. Na koniec marca bezrobocie w powiecie wynosiło 10,4 proc., a nowych ofert pracy nie ma.

Dla całego powiatu te zwolnienia to ogromny dramat. Obie firmy należą do największych pracodawców w regionie. W ich strukturach często pracowały nawet całe międzychodzkie rodziny.

- Ja jestem ciągle w szoku. Z przetwórnią związana jestem już prawie 40 lat. Pracuję tam od 15. roku życia. Mój mąż z kolei ponad 20 lat. Nikt z nas się tego nie spodziewał. Nie mamy pojęcia, co z nami będzie - mówi Maryla Knych z Międzychodu.

Co dalej? Koncern zapewnia, że będzie poszukiwał inwestora zainteresowanego przejęciem zakładu i stworzeniem miejsc pracy. Prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu rozpoczną się też rozmowy ze związkiem zawodowym na temat wysokości odpraw dla zwalnianych. Koncern liczy też na pomoc lokalnego samorządu.
- Nie mamy zbyt wiele możliwości, ale spróbujemy pomóc, chociażby wzmacniając ofertę sprzedaży zakładu. Zostanie tu linia koncentratu, a Międzychód to ciągle dobra marka. Może uda się znaleźć inwestora - kwituje burmistrz Roman Musiał.
Karolina Sternal, Krzysztof  Sobkowski Karolina Sternal, Krzysztof Sobkowski
źródło: Głos Wielkopolski

Komentarze (5)

avatar
avatar
PMI (gość)

Miejsca pracy w Pudliszkach dla zwalnianych w Międzychodzie? Ciekawe kto będzie dojeżdżał codziennie w jedną stronę ponad 140km przy minimalnej pensji?

avatar
gogiday (gość)

Tyle ludzi straci pracę. Heh tego nie da się opisać w kilku słowach ale do czego to dochodzi by w Polsce działy sie takie rzeczy... W małym powiecie nie miało pracy tyle osób i jeszcze w dobie kryzysu. Nie dziwie się że ludzie uciekają na zachód

Wybierz kategorię