(© S. Seidler)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Z Marcinem Maćkiewiczem, animatorem kultury, laureatem Medalu Młodej Sztuki, rozmawia Marcin Kostaszuk

Które określenie najbardziej do Pana pasuje: animator kultury, kurator, menedżer kultury?
Trzeba łączyć te role, bo dobrym organizatorem może być dziś tylko ten, kto jest merytorycznie przygotowany, by podejść do sztuki zarówno z pozycji merytorycznego kuratora, jak i z pozycji producenta, który dużą część czasu spędza nad mało wzniosłymi arkuszami Excela czy wypełnianiem wniosków grantowych. To w jakiej roli akurat występuję, zależy od okoliczności i kontekstu. Animator kultury to jednak najbliższe mi określenie. To ktoś, kto łączy potencjały, wyprzedza rzeczywistość. Menedżer kultury działa bardziej na rzecz konkretnej struktury. Tak jest na przykład w naszych wspólnych projektach z Iwoną Pasińską, pod szyldem Movements Factory, gdzie staram się przede wszystkim tworzyć możliwości realizacji projektom artystycznym, które rodzą się w głowie Iwony.

Poza Movements Factory i Poznańskim Stowarzyszeniu Inicjatyw Teatralnych działa Pan też w unikalnej Federacji madeinpoznan.org.
Madeinpoznan.org to najbardziej wartościowa, najważniejsza idea, w której udało mi się uczestniczyć. Dzięki niej mam poczucie, że robimy coś istotnego w szerszej skali. Całość zawiązała się jako platforma wymiany informacji i doświadczeń kilku poznańskich organizacji kulturalnych, które w pojedynkę nie miały takich możliwości, jakie dawało wspólne działanie. Szybko okazało się jednak, że Poznań ma pod tym względem wielki potencjał, że funkcjonuje tu wielu twórców i animatorów, którzy chcą działać na rzecz rozwoju kultury pozainstytucjonalnej, a nie tylko swoich organizacji. Staramy się wpływać na otaczającą nas rzeczywistość, poszerzyć pole możliwości organizacji, które na to po prostu zasługują, bo wykonują olbrzymią pracę, często nie zważając na okoliczności, które wcale w tym nie pomagają. Wierzę, że metodą drobnych kroków osiągniemy cel. Poza tym bardzo istotny w naszej działalności jest rozwój, niepoprzestawanie na bezpiecznych pozycjach chwilowych sukcesów. To może zabrzmieć dziwacznie, ale w ramach federacji organizujemy coś w rodzaju tajnych kompletów, czytamy razem ustawy i dokumenty strategiczne, spotykamy się z osobami o podobnych zainteresowaniach w innych miastach. To mocny front, coraz większa merytoryczna siła, która z pewnością jeszcze narobi zamieszania.

Przy okazji festiwalu madeinpoznan wysyłaliście budziki do ludzi, którzy decydują o kulturze w Poznaniu. Obudzili się?
Mam wrażenie, że te budziki zaczynają działać. Coraz więcej osób zdaje się dostrzegać, że nasze inicjatywy są elementem szerokich zmian prowadzących do budowy społeczeństwa obywatelskiego - nie jako sloganu, a jako praktyki funkcjonowania aktywnego społeczeństwa. Dziś pracujemy nad pewnymi systemowymi zmianami, które mają umożliwić poprawę sytuacji organizacji w przyszłości - propozycjami uchwał dla Rady Miasta czy korekt do strategii rozwoju Poznania. Ważne jednak, by mieć w sobie świeżość, sygnalizować inną energię, nie dać się wtopić w istniejące struktury, ciągle nastawiać budziki. Trzeba jak najszybciej włączyć sztukę niezależną w kulturalną ofertę miasta, bo bez niej brakuje istotnej części układanki. Oczywiście także po naszej stronie potrzebna jest większa dojrzałość i merytoryka, której wcześniej często brakowało, ale robimy, co możemy i liczymy, że to zostanie dostrzeżone. Współczesne miasta nie żyją już tylko tym, co dzieje się w miejskiej galerii i miejskim teatrze. Walczymy o dostrzeżenie potencjału, który jest ogromny, ale bez mądrze prowadzonej polityki, może się wypalić lub przenieść w miejsce, które stworzy mu lepsze warunki do rozwoju.

Przypuśćmy, że przychodzi do Pana propozycja: "Skoro Pan potrafi, to niech Pan poprowadzi jeden z poznańskich teatrów". Może nie trzeba budować nowego obiektu, tylko przeprowadzić rewolucję w już istniejącym?
Mówimy o instytucjach jako o wielkim postumencie, ale w każdej z nich pracuje zespół konkretnych ludzi i jeśli tylko kieruje tym zespołem otwarty człowiek z wizją, to instytucja kultury może być bardzo energetycznym i promieniującym miejscem. Problem polega na tym, że większość naszych lokalnych instytucji nie ma żadnego znaczenia ponadregionalnego, właśnie dlatego, że tej wizji brakuje. Osobiście uważam, że ta droga, u której końca musi być dyrektorowanie instytucji, nie musi być jedyną. Tak nie powinno być. Raczej chodzi o stworzenie warunków prawnych oraz świadomości osób decyzyjnych, że tych równoprawnych modeli może być więcej. Nie chciałbym ugruntowywać sytuacji od dawna istniejącej, raczej budować nowe rozwiązania od podstaw, tak by były one odpowiednim narzędziem do realizacji określonych celów. Zeszłoroczny Kongres Kultury pokazał, że coraz bardziej różnorodna działalność kulturalna potrzebuje nowych rozwiązań.

Wręczenie Medali Młodej Sztuki odbędzie się 26 lutego w Starym Browarze w Poznaniu

Marcin Maćkiewicz (ur. 1984)
- studiował na MISH UAM oraz wiedzy o teatrze UAM, obecnie student organizacji sztuki filmowej PWSFTviT w Łodzi, prezes Poznańskiego Stowarzyszenia Inicjatyw Teatralnych, producent spektakli grupy Movements Factory, współtwórca Federacji madeinpoznań.org skupiającej niezależnych twórców i animatorów kultury, kurator cyklu Archipelag Malta oraz konferencji naukowych, m.in. międzynarodowej "Brecht - historia czy teraźniejszość teatru?".

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

nana (gość)

wyrzucili bo w tym czasie robił coś sensowniejszego niż bezsensowne wkuwanie HLP...

devil (gość)

dobrze napisane "studiował" - czas przeszły niedokonany - bo go z obu wyrzucili... a taki mądrala... może teraz jak płaci to se dyplom kupi....