Małgorzata Bąbelczyk to międzychodzianka, która już ponad rok czeka na drugi przeszczep nerki. W tym czasie napisała trzecią część swojej książki "Walczę dopóki żyję", która lada dzień ujrzy światło dzienne. Na ten temat rozmawiała z Krzysztofem Sobkowskim.

Pani Małgorzato, już 25 maja na lokalnym rynku pojawi się kolejna Pani książka, tym razem „Walczę dopóki żyję - przeszczep”. To będzie trzecia część Pani historii...

Małgorzata Bąbelczyk: Tak, zgadza się. 25 maja o godz. 18 w Centrum Animacji Kultury w Międzychodzie odbędzie się wieczór autorski połączony z promocją mojej nowej książki. „Walczę dopóki żyję - przeszczep” jest trzecią częścią i ostatnią. Zbierałam wśród sponsorów pieniądze na jej wydanie. Odzew nie był najlepszy, ale to co zebrałam pozwala na jej wydanie, z czego bardzo się cieszę.

Jak sugeruje tytuł, ta część będzie opowiadała o przeszczepach. Wiem, że Pani cały czas czeka na przeszczep nerki...

Małgorzata Bąbelczyk: Ja czekam na przeszczep już ponad rok. Książka jest gotowa w zasadzie od listopada 2016 roku. Czas niestety bardzo ucieka, a temat jest na tyle poważny, że nie mogę odwlekać dłużej publikacji wydania.

Wszyscy znamy Pani historię, Pani walkę z chorobą, bo opisywała ją Pani w dwóch poprzednich książkach. Dla mnie niezwykłe jest to, że już raz miała Pani przeszczep nerki i można powiedzieć, że wszystkie trudności jakie miały później miejsce, były właśnie następstwem tego przeszczepu. A mimo to walczy Pani o kolejny. Dlaczego?

Małgorzata Bąbelczyk: Ja chcę się po prostu zestarzeć, a jeżdżąc na dializy nie jestem w stanie. Dlatego robię wszystko co możliwe, by otrzymać nową nerkę. Dziś mam 44 lata i wierzę, że wiele jeszcze przede mną. Przy pierwszym przeszczepie zostałam zarażona wirusem WZW t. C. Udało mi się z tego wyjść. Teraz marzę o tym, by wrócić nawet na rynek pracy. Jedyną drogą do tego celu jest dla mnie przeszczep. Z tyłu głowy mam gdzieś myśl, że wiele przeszłam z pierwszym przeszczepem nerki, ale mam nadzieję, że limit złego już w swoim życiu wyczerpałam, i że teraz czekają mnie już tylko dobre rzeczy.

Na drugi przeszczep czeka już Pani ponad rok i ciągle brakuje dawcy. Rozumiem, że to dlatego zabiega Pani o to, by coraz więcej ludzi rejestrowało się w bazach dawców...

Małgorzata Bąbelczyk: Ja na drugi przeszczep czekam od lutego 2016 roku. Cały czas noszę przy sobie telefon i kiedy tylko zadzwoni, to robi mi się gorąco, bo cały czas czekam na telefon ze szpitala. Jak zadzwonią, to tylko wsiadam w samochód i jadę, bo cały czas jestem na to gotowa. Ciągle jednak nie ma dawcy więc staram się nakłaniać ludzi do tego, by myśleli o transplantologii. Wiem, że jest to bardzo trudny temat, którego ludzie się boją. Ale warto się nad tym zastanowić tym bardziej, że często ratuje to komuś życie. Jeśli będzie więcej osób chętnych w bazach dawców, będzie więcej dawców, to będzie i więcej przeszczepów. Na pierwszy mój przeszczep czekałam zaledwie dwa miesiące. Nawet wśród osób, które jeżdżą na dializy są tacy, którzy boją się przeszczepów i nigdy się na nie nie zdecydują. Przyczyny są różne, czasem bardzo indywidualne. Ale trzeba o tym rozmawiać.

A jak to wygląda prawnie? Załóżmy, że po przeczytaniu Pani książki znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zostać dawcą organów. Co wówczas należy zrobić?

Małgorzata Bąbelczyk: Według polskiego prawa każda osoba zmarła może być potencjalnym dawcą tkanek i narządów do przeszczepienia, jeśli za życia nie zgłosiła sprzeciwu do Centralnego Rejestru Sprzeciwów. Można to sprawdzić na www.poltransplant.org.pl. Ja zachęcam do zastanowienia się na tym tematem i w razie chęci warto poinformować o tym swoich bliskich. W innym przypadku to lekarze zwracają się z takim pytaniem do rodziny. A wtedy, w momencie śmierci, takie decyzje są wręcz dramatyczne. Warto dołączyć do swoich dokumentów, na przykład do portfela, oświadczenie woli, w którym zgadzamy się na pobranie po śmierci swoich narządów w celu przeszczepiania ich innym. Można o tym w szczegółach poczytać na stronie www.dawca.pl.

Wiem, że rozważaliście kiedyś przeszczep krzyżowy, czyli ktoś z Pani rodziny miał oddać nerkę komuś, a w zamian Pani miała dostać swoją nową nerkę. To też bardzo trudna decyzja...

Małgorzata Bąbelczyk: Ja coraz gorzej znoszę dializy więc kiedyś rozmawialiśmy o takim rozwiązaniu z moim mężem Piotrem i siostrą, którzy chcieli oddać swoje nerki za życia. Nie zgadzam się jednak na to, bo pamiętając moje poprzednie przejścia może być różnie. Przeszczep krzyżowy to dla mnie ostateczność.

Pogoda na weekend



Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!