Polscy kibice nie zawiedli i powitali na warszawskim Okęciu piłkarzy ręcznych wracających z mistrzostw Europy w Austrii jak zwycięzców. Nie ulega jednak wątpliwości, że czwarte miejsce, jakie zajęli biało-czerwoni w tym turnieju, to nie jest sukces. Owszem, to najlepszy w historii występ Polaków w mistrzostwach Starego Kontynentu, jednak do pełni szczęścia zabrakło medalu. Mówili to zresztą sami zawodnicy i trener Bogdan Wenta.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Czy tak musiał się zakończyć turniej w Austrii? Na to pytanie już raczej nikt nie odpowie. Polscy piłkarze ręczni jechali na tę imprezę z dużymi aspiracjami. Po dwóch medalach mistrzostw świata (srebrnym w 2007 roku i brązowym w 2009), biało-czerwoni byli uważani za jednego z faworytów turnieju. I rzeczywiście w pierwszym tygodniu wszystko szło zgodnie z planem. Gracze trenera Wenty wywiązywali się z roli faworyta dość solidnie. Pokonali Niemców 27:25 i Szwedów 27:24. W dramatycznych, ale i szczęśliwych okolicznościach zremisowali ze Słoweńcami 30:30. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że najlepszy mecz Polacy zagrali z Hiszpanami, bijąc ich bardzo wyraźnie 32:26. Po tym spotkaniu stało się jasne, że kolejne zwycięstwo w imprezie nad Czechami, da polskiej drużynie awans do półfinału.

Bój z europejskim średniakiem w piłce ręcznej rzeczywiście zakończył się wygraną biało-czerwonych 35:34. Trzeba jednak zaznaczyć, że poziom tego meczu z pewnością nie mógł zachwycić. Ale tego dnia liczył się przede wszystkim awans do półfinału mistrzostw Europy, czego nigdy wcześniej nie było. Niewielu obserwatorów imprezy próbowało tonować emocje, nikt też tak naprawdę nie mówił o błędach, jakie popełniła polska drużyna w tym pojedynku. A było ich sporo. Dziury w obronie, przez które Czesi przedostawali się bezkarnie. Wiele błędów w ataku, kiedy nasi gracze nie potrafili z czystych pozycji zdobywać bramek. Ogromnym zaangażowaniem i wielką ambicją (tego nigdy nie brakowało zawodnikom Wenty), Polacy wygrali ten dramatyczny mecz i właściwie już do końca turnieju tylko momentami potrafili zadowolić kibiców, trenerów i samych siebie. Przy braku motywacji biało-czerwoni nie mogli pokonać Francuzów (porażka 24:29). Z kolei w półfinale z Chorwacją (21:24) dobrze grali tylko pierwsze trzydzieści minut. Faktem też jest, że norwescy sędziowie byli tolerancyjni dla rywali. Podobnie było w pojedynku o brązowy medal z Islandią (26:29). Katastrofalna gra w pierwszej połowie, a po przerwie, mimo niezłej postawy, nie starczyło jednak sił, aby pokonać trudnego rywala.

Brak stabilizacji formy polskiego zespołu (wynikały z tego błędy w obronie, słabsza skuteczność w ataku i denerwujące, najprostsze straty piłki), to największy grzech naszej ekipy. Zespół trenera Wenty był w Austrii w dobrej formie, ale nie najwyższej. To starczyło na półfinał, ale na więcej już nie. Można się denerwować na arbitrów i różnych działaczy, można mieć pretensje do „wszystkich świętych”, jednak przede wszystkim należy szanować rywali i samych siebie. W sporcie tak bywa – dzisiaj wygrywasz, a jutro przegrywasz.

Bogdan Wenta jest nie tylko doskonałym trenerem, ale też znakomitym motywatorem. Doświadczenie zebrane w Austrii z pewnością potrafi w przyszłości przekuć w sukces biało-czerwonych. Wśród wszystkich naszych reprezentantów po powrocie do kraju był żal z braku medalu. Panowie! Głowa do góry. Czeka was jeszcze wiele pracy, bo bez tego kolejnych krążków na wielkich imprezach nie będzie. Najbliższa okazja do rewanżu już za niespełna rok w Szwecji, podczas mistrzostw świata (13-30 stycznia 2011). Wtedy możecie sprawić wiele radości polskim kibicom, przełamując niemoc w bojach z twardymi Islandczykami, sprytnymi Chorwatami i wyrachowanymi Francuzami.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!