Oszukani nie chcą pozować do fotografii, pokazują tylko „dokumenty” od Bożeny N Oszukani nie chcą pozować do fotografii, pokazują tylko „dokumenty” od Bożeny N

Oszukani nie chcą pozować do fotografii, pokazują tylko „dokumenty” od Bożeny N. (© FOT. MAREK ZAKRZEWSKI )

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Pracowała w bankowości od 30 lat. Byliśmy przekonani, że jest osobą godną zaufania. W naszym mniemaniu ona reprezentowała bank. Przeszła niemal wszystkie stanowiska – od okienka kasowego do wewnętrznej kontroli bankowej – mówią dzisiaj krewni i znajomi pracownicy Banku Spółdzielczego w Poniecu. Bożena N. była uczynna. Pomagała załatwiać kredyty, nawet sama wypełniała dokumenty. – Wystarczyło tylko je podpisać – mówią poszkodowani. – Sprawiała wrażenie osoby, która wiele może.

Prokuratura Rejonowa w Gostyniu postawiła jej zarzut oszustwa. W ciągu 10 lat mogła wyłudzić przeszło milion zł. Nie znajdzie też oparcia w rodzinie, bo także najbliższych pozbawiła oszczędności. Tych, którzy nie mieli pieniędzy, przekonywała do wzięcia kredytów.

– Ciocia miała tylko rentę. Ona pojechała do niej i namawiała, żeby założyła lokatę. Ciocia powiedziała, że nie ma pieniędzy. – To weź kredyt! Sama zawiozła starszą osobę do banku. Ciocia miała się zadłużyć na 20 tys. Ale bank dał 10 tys., bo miała tylko tę rentę. Ciocia przekazała tej osobie pieniądze do ręki. Teraz spłaca, płacze i dziękuje Bogu, że nie dostała 20 tys. – mówi jedna z oszukanych.

Nie chcą podawać nazwisk ani pozować do fotografii. Podobno Bożena N. zaczęła od książeczek oszczędnościowych. Proponowała zaprzyjaźnionym osobom ich zamianę. Na takie z wyższym oprocentowaniem. – W 2001 r. otrzymałam nową książeczkę. Był to inny druk, ale to mnie nie zdziwiło. Jeszcze przy niej wpłacałam pieniądze. Kiedy w ubiegłym roku chciałam wypłacić pieniądze, okazało się, że już je wypłaciłam... w 2001 roku – mówi właścicielka „lewej” książeczki.

Inni natomiast dali się nabrać właśnie na lokaty. Wierzyli, że Bożena N. chce pomóc znajomym i rodzinie, umożliwiając skorzystanie z okazji, jaką miały być promocyjne losowania. Szczęśliwcy mogli zwielokrotnić wkłady albo wygrać samochód. Bożena N. okradła także koło myśliwskie. Sfałszowała dowody wypłat pieniędzy z lokat.

Oszukani mają wielki żal do banku, który ich roszczenia uznał za bezzasadne: – Uważamy, że bank nie sprawował należytego nadzoru. Czy książeczki oszczędnościowe nie są drukami ścisłego zarachowania? Niemożliwe, żeby nikt nie zauważył, że zniknęło kilkadziesiąt książeczek. Gdyby bank wcześniej zainterweniował, zwolnił ją i zawiadomił prokuraturę, nie doszłoby do kolejnych oszustw. Po prostu zamietli śmieci pod dywan! My zostaliśmy okradzeni, a człowiek stracił życie! – mówią okradzeni Gdy mąż Bożeny N. dowiedział się, kogo i na ile oszukała, zastrzelił się.

Według poszkodowanych, bank zwolnił Bożenę N. dopiero jakiś czas po odkryciu, że przelała 250 tys. zł jednego z klientów na swoje konto. Ograniczył jedynie zakres jej obowiązków, przy czym nieuczciwa pracownica ponoć zobowiązała się, że zwróci pieniądze.


Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!