Dzisiaj miała odbyć się kolejna rozprawa w sprawie byłego europosła Witolda Tomczaka. Oskarżony o znieważenie policjantów w piśmie do prezesa sądu poprosił jednak o jej zniesienie i wyznaczenie nowego terminu.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
W 1999 r. ówczesny poseł LPR odwoził nocą do Ostrowa znajomych. Wjechał pod prąd w jednokierunkową ulicę Gimnazjalną. Zatrzymany przez policję, zażądał wylegitymowania się. Spotkawszy się z odmową, odjechał. Stróże prawa wytropili go jednak przy ulicy Kościuszki. Według nich był agresywny. Miał powiedzieć "mam cię w d... palancie" i "odpier...cie się palanty".

Awantura skończyła się na założeniu kajdanek i przewiezieniu Tomczaka do komendy. Po sporządzeniu notatki został zwolniony. Poseł przyznał się tylko do złamania przepisów drogowych. Zapewniał, że nikogo nie znieważył. Chroniony immunitetem mógł być spokojny o swój los. Do tego stopnia, że w 2000 r. w warszawskiej Zachęcie zniszczył pracę wyobrażającą meteoryt przygniatający Jana Pawła II. Rok później został na nowo wybrany posłem, a trzy lata później uzyskał mandat eurodeputowanego. Sprawa "palantów" na długi czas ugrzęzła w szufladach. Nabrała tempa dopiero trzy lata temu.

Ponad 30 rozpraw nie wystarczyło jednak, by orzec o winie Witolda Tomczaka. Zaważyła na tym przede wszystkim jego częsta absencja. Tłumaczył się ważnymi obowiązkami w euro-parlamencie i wyjazdami zagranicznymi. Gdy sąd chciał przesłuchać jego synów, utrzymywał, że nie wie, gdzie oni są. Seriami nadsyłał zwolnienia podpisane przez lekarza sądowego z Wrocławia. Sąd zlecił badanie ich prawdziwości, ale biegły wysłany do domu posła zastał zamknięte drzwi.

Tomczak wielokrotnie starał się o wyłączenie sędzi Małgorzaty Zimorskiej-Abdullaev od prowadzenia sprawy. Zarzucał jej kpiące uśmieszki, upokarzanie jego i obrońców, lekceważący ton i niechęć do jego poglądów religijnych. Najbardziej gorąca rozprawa odbyła się w lutym br., gdy z sali trzeba było usunąć głośno protestujących adwokatów Tomczaka i jego zwolenników śpiewających Rotę. Kilka dni później sędzia otrzymała anonimowe pogróżki. Sprawcy nie odnaleziono, ale następne rozprawy toczyły się przy zachowaniu szczególnych zasad bezpieczeństwa.

Po 10 latach od sprzeczki Tomczaka z policjantami sąd uznał, że sprawa uległa przedawnieniu. Decyzję tą skutecznie zaskarżyła prokuratura i sprawa ponownie wróciła na wokandę.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!