(© M. Nicpoń)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Z Adamem Grabowskim, trenerem siatkarek PTPS Piła, rozmawia Radosław Patroniak

Punkt po trzech meczach. Czy takie były Pana założenia, jak obejmował Pan zespół po Wojciechu Lalku?
Na pewno nie, ale punkty to nie wszystko, część moich założeń jest realizowana. Z każdym meczem poprawiamy jakiś element w grze. Widzę, że ta praca ma sens, i że wcześniej czy później przyniesie efekty. Absolutnie nie czuję się zniechęcony. Boli mnie natomiast to, że tydzień temu nie wygraliśmy z Budowlanymi w Łodzi. Gdyby nie przegrany tie-break, to wrócilibyśmy do domu z dwoma punktami, a nie z jednym. Frajersko go przegraliśmy. Z drugiej strony nie takie rzeczy się w siatkówce zdarzały. Dobrze mam w pamięci, jak polegliśmy w poprzednim sezonie w Lidze Mistrzyń w Perugii, choć prowadziliśmy już 11:5.

Prawda jest taka, że terminarz ligi nie jest Pana sprzymierzeńcem. Sytuacja w tabeli sugeruje bardziej myślenie o uniknięciu gry w barażu niż o awansie do pierwszej czwórki...
Nie wycofuję się z tego, co powiedziałem tuż po objęciu drużyny. To nie jest pycha czy grubiaństwo. Uważam, że zespół stać na to, by zawojować ligę, a nie zadowolić się zajęciem miejsc 7-8. Powiem szczerze, że jeśli mamy grać o utrzymanie w LSK, to nie za bardzo mnie to interesuje. Może to wynika z faktu, że mam w domu pokaźną kolekcję medali i pucharów. Minimalizm jest mi zupełnie obcy. Trudno się nawet dziwić, skoro tyle lat przepracowałem z Jerzym Matlakiem. Jestem nim skażony i jego filozofia odbija piętno na moim podejściu do wyników i celów zespołu.

Przed ostatnim meczem mówił Pan o zatrważającej ilości błędów. Statystyki pokazują, że PTPS w popełnianiu błędów prowadzi w lidze. Te niechlubne wskaźniki to zmora drużyny. Pewnie to jest właśnie wiodąca kwestia na treningach, bo trudno o sukces bez walki ze słabościami?
Wszystkiego o kulisach naszych treningów nie powiem, ale nie ukrywam, że ilość błędów spędza mi sen z powiek. Błędy i ich eliminowanie to podstawowa sprawa, nad którą intensywnie pracujemy. Drugą ważną kwestią jest zwiększenie tempa akcji. Bez tego nie zawojujemy ligi. Skalę trudności powiększa fakt, że nowa taktyka wymaga też staranności i odpowiedzialnych wykonawców. W takim sensie, że nie możemy grać szybciej, nie zwracając uwagi na dokładność.

Wiadomo, że presja na wynik w grodzie Staszica jest ogromna. Czy oczekiwania kibiców w kontekście zmian kadrowych i problemów finansowych klubu nie są zbyt duże?
Presji na wynik nie odczuwam ani ze strony działaczy, ani ze strony kibiców, może dlatego, że wszyscy w Pile świetnie mnie znają. Poza tym kibice też potrafią trzeźwo spojrzeć na możliwości drużyny w kontekście personalnym i układu sił w całej lidze. Ludzie w Pile chcą zobaczyć drużynę walczącą. Nie zawsze ambicja i waleczność prowadzi do zwycięstwa, ale kibice szybciej wybaczą porażkę niż brak zaangażowania. Odnoszę też takie wrażenie, że jak zaczniemy lepiej grać, wejdziemy na wyższy pułap siatkówki, to wyniki poprawią się automatycznie. Nie trzeba liczyć na cud, trzeba wierzyć natomiast w to, że ciężka praca na treningach zacznie przynosić efekty.

Trudno odmówić Panu racji, ale z drugiej strony konkurencja nie śpi. Inne drużyny mają podobne aspiracje i przewagę w postaci większego dorobku punktowego. Może jednak przecenia Pan potencjał swojego zespołu?
Mecz z Budowlanymi Łódź pokazał, że jesteśmy w stanie bić się o czwórkę. Potwierdził, że poprzeczka nie została postawiona zbyt wysoko. Trzy ekipy, czyli Muszynianka, Aluprof Bielsko-Biała i MKS Dąbrowa Górnicza rzeczywiście są poza naszym zasięgiem. Pozostali przeciwnicy muszą być na naszym celowniku. Jak zajmiemy piąte miejsce przed play-off, to wyraźnie przybliżymy się do pierwszej czwórki na zakończenie sezonu. Jeszcze raz podkreślę, że nie chcę popaść w bylejakość i średniactwo. Takie samo podejście próbuję zaszczepić moim zawodniczkom i mam nadzieję, że one szybko je przyswoją.

Co Pan sądzi o perspektywach rozwoju żeńskiej siatkówki w Polsce. Czy Pan również odnosi wrażenie, że traci ona dystans do męskiej odmiany tej dyscypliny?
To złożony problem. Na pewno koniunkturę medialną i sponsorską, i to nie tylko w sporcie, napędzają pieniądze. Jeżeli w żeńskiej siatkówce pojawią się możni sponsorzy i telewizja, która będzie chciała płacić za transmisje, to byłaby szansa rozruszać ligę. Wtedy nie byłoby problemu z zatrudnieniem kilku gwiazd światowego formatu. Bez nich liga jest dużo uboższa. Mamy wprawdzie medalistki mistrzostw Europy, ale poziomu rozgrywek nie podniesiemy tylko za sprawą reprezentantek. Potrzebujemy świeżej krwi i znanych nazwisk. Nie jestem ekonomistą, ale nie mam wątpliwości, że bez zwiększenia budżetów możemy uatrakcyjnić ligę.

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

rykhien (gość)

Czy pan trener oslepl.Przez Kaczorowska przegrany drugi mecz a ona ciagle na boisku.