Autor: Kinga Czernichowska

2016-01-22, Aktualizacja: 2016-03-29 13:30

Patryk Vega: Nie wybielam gangsterów

- Jeden z członków tzw. grupy mokotowskiej poprosił mnie o autograf na książce "Złe psy. W imię zasad”. Takie sytuacje często się zdarzają - mówi Patryk Vega. W piątek, 22 stycznia, do kin wejdzie jego najnowszy film, długo wyczekiwany "Pitbull. Nowe porządki". Z reżyserem rozmawialiśmy o gangsterach, grzechach młodości i nawróceniu.

„Będzie zabójstwo. I ja w nim będę brał udział. A mówię ci to tylko dlatego, że mi tego nie udowodnisz” - tymi słowami Bogusław Linda, w roli gangstera ze skomplikowaną przeszłością, wraca na wielki ekran. W kolejnej części "Pitbulla" Patryka Vegi rzuca wyzwanie niepokornemu policjantowi o pseudonimie Majami (w tej roli debiutujący na dużym ekranie Piotr Stramowski) z mokotowskiej komendy. Gdy Majami zaczyna rozpracowywać grupę gangsterów, jego droga przecina się z bohaterami dawnego Pitbulla: Gebelsem, Igorem i Barszczykiem. W swoim najnowszym filmie Vega w sposób bezkompromisowy pokazuje życie policjantów i świat gangsterów. I właśnie o tej ciemnej stronie mokotowskiej mocy, grzechach młodości, nawróceniu oraz o tym, że w każdym tkwi odrobina dobra, rozmawiamy z Patrykiem Vegą.

Wraca Pitbull - co się zmieniło w ciągu tych dziesięciu lat?

Gangsterzy zamienili dresy na garnitury, ich siła tkwi w mózgach, a nie w mięśniach. Zmienił się też obraz polskiej policji. Funkcjonariusze odstresowują się na siłowni, nie topią smutków w butelce wódki. W nowym "Pitbullu" pokazujemy zupełnie coś innego - wcześniej na dużym ekranie mogliśmy obserwować świat przestępczy z punktu widzenia policjanta, tu będzie na odwrót.


Wybiela Pan gangsterów?

Nie wybielam, to po prostu inna strona tej samej rzeczywistości. Na początku filmu policjant bardziej przypomina gangstera, a gangster - policjanta. Postaci są wielowymiarowe. Kierowaliśmy się zasadą, że nikt nie jest w stu procentach dobry czy w stu procentach zły. Nie istnieje czarne-białe. Życie ma wiele odcieni szarości. Główny bohater, którego gra debiutujący na dużym ekranie Piotr Stramowski, jest skurczybykiem, ale takim, który kręci kobiety. Ma irokeza i chodzi w podartych dżinsach, to już nie ten sam świat.

Swoją drogą angaż Stramowskiego do tego filmu to nie przypadek. Owszem, w filmie pojawią się dobrze znani nam z filmów o charakterze kryminalnym Bogusław Linda i Andrzej Grabowski, to ich świetny powrót do takiego kina, ale Stramowski to w "Pibullu. Nowych porządkach" powiew świeżości.


© Materiały prasowe

Na zdjęciu Piotr Stramowski w filmie "Pitbull. Nowe porządki"

A co spowodowało, że postanowił Pan powrócić do "Pitbulla"?

Do opowiedzenia tej historii bezpośrednim impulsem była śmierć Sławomira Opali (pierwowzór filmowego policjanta „Despero”, granego przez Marcina Dorocińskiego w pierwszym „Pitbullu", który popełnił samobójstwo w 2014 roku - red.). To mną bardzo wstrząsnęło. Potem napisałem książkę "Złe Psy", nakręciłem dokument "Ciemna strona miasta". Wszystko zaczęło układać się w jedną całość, powrót do "Pitbulla okazał się naturalny, ale to nie będzie bezpośrednia kontynuacja serialu, tylko „Pitbull” w nowej rzeczywistości. Elementy, takie jak ultrarealizm i poczucie humoru, będą tak samo silne jak w pierwowzorze. Miałem ambicję nakręcenia najbardziej realistycznego filmu o policji i myślę, że to się udało.



W filmie grają prawdziwi gangsterzy i policjanci. Łatwo było ich przekonać do pracy nad "Pitbullem"?

Ludzie, z którymi pracuję, mają do mnie zaufanie. Nigdy nikogo nie oszukałem. Bardziej ufają mi, aniżeli dziennikarzowi, którego nie znają i nie wiedzą, co zrobi potem z zebranym materiałem. Oczywiście, przygotowanie takiego filmu to efekt licznych rozmów, docierania się. Gangsterzy to nie są ludzie zdolni do autorefleksji. Samo zebranie dokumentacji zajęło sporo czasu, bo aż dwa lata.
Wiem jedno: "Pitbull. Nowe porządki" jest wiarygodnym filmem. Zdjęcia realizowaliśmy nawet podczas przygotowań do prawdziwych akcji policyjnych. Aktorzy spotykali się z pierwowzorami swoich postaci. Maja Ostaszewska długo rozmawiała z prawdziwą dziewczyną gangstera, która zakochała się w policjancie. Dzięki temu stała się kimś innym na ekranie.



© Materiały prasowe

Piotr Stramowski i Bogusław Linda

Ale to nie jest chyba obraz, z którego gangsterzy powinni być dumni. Wchodzi Pan trochę z butami w ich świat. Nie dostaje Pan gróźb, nie boi się?

Nie mam powodu, żeby bać się ludzi. Jestem filmowcem. Niekiedy ci ludzie nawet się z tego cieszą. Ostatnio jeden z członków tzw. grupy mokotowskiej poprosił mnie o autograf na książce "Złe psy. W imię zasad”. Takie sytuacje zdarzają się często. Jeden z moich mentorów powiedział mi, że trzeba kochać swoich bohaterów. W każdym człowieku staram się odkryć cząstkę dobra, bez względu na jego przeszłość.

Dlatego, że Pana przeszłość też była awanturnicza?

W przeszłości dużo grzeszyłem. Kiedy zajrzałem śmierci w oczy, zmieniłem się całkowicie. To był moment, w którym się nawróciłem.

Przeżyłem wypadek samochodowy, to było zderzenie czołowe. Wyszedłem z dymiącego samochodu, który pękł na pół, a z drugiego auta wysiadł młody człowiek i krzyczał: "zabiłeś mi ojca!". Po chwili okazało się, że mężczyzna ze zmiażdżonego samochodu tylko stracił przytomność i właściwie nikomu nic się nie stało. W tamtej chwili uwierzyłem w Boga. Uświadomiłem sobie, że nie wszystko zależy od nas, że nie można samemu zapewnić sobie bezpieczeństwa. Dziś mam też większą wrażliwość. Wiesz, kiedyś nie lubiłem pracować z dziećmi na planie. Uważałem to za męczące, bo dzieci były niesubordynowane, nie potrafiły się zdyscyplinować. Dzisiaj mam zupełnie inne podejście i to tylko dlatego, że zostałem ojcem.


© Materiały prasowe

Na zdjęciu Patryk Vega z Bogusławem Lindą na planie "Pitbulla..."

A nie dlatego, że jest Pan filmowcem? Artyści, filmowcy, wokaliści mają z reguły większą wrażliwość.

Możliwe, że jako filmowiec mam w sobie więcej empatii. Łatwiej mi zrozumieć perspektywę innych ludzi. Niestety czasem to także duży ciężar, bo można odnieść wrażenie, że my rozumiemy wszystkich, a nikt nie rozumie nas. Dlatego tak wielu aktorów sięga po alkohol. Ja wybrałem wiarę w Boga.

W jednym z wywiadów powiedział Pan kiedyś: życie to sinusoida. To dość banalne stwierdzenie, ale kiedy doświadcza się tego na sobie, łatwiej zrozumieć życie. Teraz jest Pan na dole czy na górze tej sinusoidy?

To, że tego doświadczyłem, nie oznacza, że teraz uważam się za świętego. To był dla mnie ledwie początek drogi. Wciąż popełniam błędy, upadam, grzeszę. Ale wstaję i idę we właściwym kierunku. Uczę się żyć, kochać, wybaczać. Innym ludziom, ale także sobie. Mam też w sobie więcej pokory. Nie zakładam, co będzie za rok, dwa. Teraz jestem na górze, dlatego staram się jak najlepiej wykorzystać ten czas.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiała Kinga Czernichowska, dziennikarka portalu gazetawroclawska.pl


© Materiały prasowe

Andrzej Grabowski (z prawej) na planie "Pitbulla..."


Film "Pitbull. Nowe porządki" wchodzi do kin 22 stycznia. W rolach głównych: Piotr Stramowski, Bogusław Linda, Andrzej Grabowski, Michał Kula, Krzysztof Czeczot, Paweł Królikowski, Maja Ostaszewska i Agnieszka Dygant.

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!