10 marca 1769 roku 300 Konfederatów Barskich straciło życie w bitwie pod Popowem, gdy osłaniali odwrót Malczewskiego i jego oddziałów

Roman Chalasz
Obelisk na Popowskich Termopilach w dniu poświęcenia 28 maja 2010 r. Głaz stanął na styku gmin Międzychód, Sieraków i Kwilcz z inicjatywy Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Międzychodzkiej.
Obelisk na Popowskich Termopilach w dniu poświęcenia 28 maja 2010 r. Głaz stanął na styku gmin Międzychód, Sieraków i Kwilcz z inicjatywy Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Międzychodzkiej. Archiwum autora
Są takie fakty w historii, które obrastają w legendy. Są też legendy, które powtarzane po tysiąckroć stają się faktem. Czasami dotyczą zdarzeń nie tak znowu odległych w czasie. Czasem nawet najsprawniejsze oko różnicy pomiędzy legendą a faktem rozpoznać nie może.

Piszę o historii lokalnej, zatem zdarzenie o którym mowa musi mieć związek z ziemią międzychodzką. No i ma. Nawet wielokrotny. Właściwie będzie to zatem nie tyle opowieść o bitwie pod Popowem, co do której równie dużo jest pytań jak mało pewnych wiadomości, ale o działaniach konfederatów barskich w międzychodzkim.

Konfederacja barska przez niektórych historyków uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe. Można spotkać się także z poglądem, że była rebelią „rozdziadowionej” bezsiłą króla elekcyjnego i własnymi przywilejami szlachty, niezadowolonej z perspektyw wszelkich zmian. Ten związek szlachty polskiej, a właściwie dziesiątków różnych związków zawiązywanych na całym obszarze kraju co do idei, stawał w obronie wiary katolickiej i niepodległości Polski. Skierowany przeciwko królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu i kurateli carycy Katarzyny, powszechnie podówczas uważanej za królewską kochankę, umiejętnie nim manipulującą, podjął działania skierowane przeciwko wojskom rosyjskim popierającym i ochraniającym władzę królewską.

Celem konfederacji było zniesienie ustaw w powszechnym przekonaniu narzuconych przez Rosję, szczególnie zaś tych dających równouprawnienie innowiercom. Ogólną nazwą konfederacji barskiej określa się 66 lokalnych konfederacji Korony i Litwy. Dziwny to był zaiste czyn zbrojny. Pełen samowoli, mniejszych i większych przegranych przeważnie potyczek, zbójnickiego wybierania podatków, nieudolności dowódców i niepotrzebnych ofiar. Był też wielką próbą podjęcia walki z narastająca wszechwładzą rosyjska i zawłaszczaniem kraju. Tyle celem wprowadzenia w realia epoki.

Kluczową postacią konfederacji barskiej w Wielkopolsce i dowódcą operującym swoim oddziałem także na ziemi międzychodzkiej był Ignacy Skarbek Malczewski. Człowiek dość słabego charakteru i w obliczu wroga często wątpliwego bohaterstwa, wykazywał jednak bez wątpienia wielką siłę woli i talent organizacyjny. Kazał pobierać podatki na rzecz konfederacji, a szlachtę zmuszał do zaciągania się do oddziałów konfederackich. W początkowej fazie działań nawet starszych posesjonatów, nie mogących o własnych siłach walczyć, kazał wsadzać na bryczki i wozić za obozem.

Pierwsza krew konfederacka popłynęła około 30 listopada, kiedy miała miejsce potyczka pod Wronkami. Wtedy to konfederaci starli się z oddziałami podpułkownika Bocka i przegrali. Parę dni później, 4 grudnia w kolejnej, pod Łobżenicą, już z oddziałami dowodzonymi przez Drewicza, także przegrali głównie przez nieudolność Malczewskiego, który zaniedbał wywiadu i ubezpieczenia.

Kronikarz i komentator działań konfederackich Jędrzej Kitowicz pisał wprost:

„Malczewski, starosta spławski, płochego i porywczego geniuszu człowiek, chudej i szczupłej kompleksji a przy tych talentach, robocie przedsięwziętej przeciwnych, serca zajęczego.

Cała Wielkopolska stanowiła wielkie pole bitwy, czy raczej pole mnóstwa drobnych utarczek, które, choć często pomyślne dla Rosjan, nie dawały im jednak ani przewagi, ani kontroli nad dzielnicą. Wreszcie zniecierpliwieni Rosjanie postanowili większymi silami spacyfikować konfederatów wysyłając ponad 3500 żołnierzy liczący oddział pod dowództwem Drewicza. [Iwan Grigoriewicz Drewicz [Driewicz (Johann von Drewitz)], imię także spolszczane jako Jan, nazwisko także spisane jako Drewiez (ur. 1733 lub 1739, zm. W maju1783 lub po ok. 1800) - daty urodzenia, śmierci, pochodzenie i narodowość są niejednoznaczne. Według popularnej wersji był Niemcem urodzonym w Dreźnie, według innej wersji był Serbem pochodzącym z serskiej szlachty, rosyjski generał, dowódca wojsk pruskich, który po dezercji pod Szczecinem przeszedł na służbę rosyjską, biorący udział m.in. w walkach przeciwko konfederatom barskim. Żołnierz zawodowy, sprawny i okrutny.]

W pogoni za konfederatami Drewicz na przedwiośniu 1769 roku dotarł w końcu w między-chodzkie. Tutaj na pograniczu Polski i Brandenburgii konfederacja nie płonęła samoistnym żarem. Co prawda w wielu majętnościach konfederaci „wybrali podatki” czy nałożyli kontrybucje, szczególnie tam gdzie właściciele ziemscy byli innowiercami (między innymi w Sierakowie na szkodę Mikołaja von Gartenberga de Sadogórskiego) czy też dokonywali poboru do oddziałów to jednak nie były to wydarzenia głośne.

Dopiero „sprawa skwierzyńska” naprawdę rozpaliła emocje. Otóż dnia 8 i 9 marca odbywał Malczewski sądy nad zbuntowanymi mieszczanami w Skwierzynie. Mieszczanie skwierzyńscy, w znacznej części dysydenci, to znaczy protestanci i Niemcy, dokonali bowiem publicznej zdrady stanu. Burmistrz Jakub Berendt kazał publicznie „przy iluminacjach i lamp paleniu” czytać po mieście wiersze „pełne kalumnii przeciwko narodowi polskiemu i wierze św. katolickiej”, a tych, którzy nie okazywali przy tym należnego aplauzu nakazał karać. Odmówił także dostarczenia rekrutów do armii konfederackiej. Co więcej zadenuncjował Moskalom zwolenników konfederacji, pośród których był starosta wschowski Franciszek Kwilecki. Ten wraz z innymi został aresztowany przez Moskali. Kiedy tylko odzyskał wolność, wypuszczony po interwencjach możnych znajomych, spowodował z kolei aresztowanie Berendta i osadzenie go w zamku międzyrzeckim. Wobec tego faktu niemieckie pospólstwo Skwierzyny podniosło bunt i szantażując miejskich radnych groźbą śmierci, zażądało uwolnienia burmistrza.

Sytuacja się tak zaogniła, że nawet Moskale nie chcieli mieszać się do tej sprawy. Wówczas niemieccy mieszczanie przywołali zza granicy dragonów pruskich, którzy na koniec Berendta oswobodzili. Przestępstw przeciwko polskiej władzy nazbierało się dość na kilka nawet wyroków.

Malczewski zorganizował w Skwierzynie sąd wojenny, który sześciu z buntowników, w tym i burmistrza, skazał na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano. Doprowadziło to do rozlania się prawdziwej rzeki protestów wobec rzekomej polskiej nietolerancji i w całej Wielkopolsce zaogniła stosunki pomiędzy protestantami a katolikami. Pozostając długo w jednym miejscu Malczewski dał czas Drewiczowi i na zbliżenie się i na przygotowanie akcji zbrojnej. Kiedy Malczewski zorientował się, że Drewicz jest tuż, tuż a było to 10 marca, wymaszerował doMiędzychodu, stamtąd zaś na Sieraków. Tu przeszedł na drugi brzeg Warty, niszcząc za sobą most.

Zanim jednak przeprawiła się konfederacka armia, doszło do tragicznej potyczki pod Popowem. Jak mówią przekazy, trzystu konfederatów, osłaniających odwrót Malczewskiego, poległo; ich dowódca dostał się do niewoli i został przez kozaków bestialsko zamordowany. Oddział konfederatów tak sromotnie pobitych pod Popowem nie był armią ani zdyscyplinowaną ani jednolicie wyposażoną a nawet umundurowaną.

Dzięki barwnym opisom Kitowicza wiemy, że w pierwszej fazie konfederackiej wojny w ekwipażu konfederatów pełno było: „...gałganów początkowych, słomianych kulbak, czyli worów słomą wypchanych, mizernych szkapin, szabel w węgorzych pochwach, owczarskich bandoletów, myśliwskich ruśnic z potrzaskanymi łożami i lada jakimi zamkami, pistoletów na smyczy [=na luźnym rzemieniu] z szyi wiszących i innych wojennych gratów, w które się konfederaci z początku, jak mogli, armowali [=zbroili], a które częstokroć zamiast obrony stawały się im zgubą, mianowicie pistolety, których po kilka par wozili około siebie towarzystwo i oficjerowie: w olstrach parę, na tasaku z jednego boku parę, na smyczy parę; te ostatnie w nagłym biegu, mianowicie przez bory w ucieczce, bujając około jezdca, zawinąwszy się o drzewo, ściągały go z konia i przytrzymały doganiającemu nieprzyjacielowi, a inne obciążonego lichego szkapinę mordowały i sedniły.”

Warto też wiedzieć, że Ci, którzy walczyli pod Popowem, tylko po części byli szlachtą. Ze szlachty bowiem rekrutowało się „towarzystwo” i oficerowie oraz naczelni dowódcy. Reszta - to często ludzie przypadkowi, składający się na grono „gemejnów” - prostych żołnierzy, częściowo branych najzwyczajniej w rekruty i służących z przymusu, częściowo wojujących na ochotnika. Chociaż ochotników nie brakło w szeregach to mało kto umiał się bić z regularną armią, a dyscyplina czy regulaminy działania były pojęciami nieomal abstrakcyjnymi. „Lecz to bynajmniej konfederacji nie umniejszało” - pisze złośliwie Kitowicz, sam przecież oficer konfederacki - bo: „...płaca dobra, żywność hojna i bezpłatna, rozpusta i debosz, rozkazywanie absolutne i panowanie nad obywatelami, uniżoność od panów największych okazywana nawet tym konfederatom, którzy niedawno sługami ich byli - nęciła na potęgę do siebie wszystkich golców, służalców dworskich, mieszczanków i wieśniaków krnąbrnych albo pracy nie lubiących. Oprócz zaś takich i osiadłą szlachtę, którzy woleli rozkazywać niż być pod rozkazami. Za jednę lub dwie godziny strachu w potyczce i ucieczce wytrzymanego dosyć było nagrody bujać wygodnie po kraju w ozdobie obrońcy wiary i wolności, i do tego być dobrze płatnym. Tych zaś, którzy dostali się w niewolą i w tej wiele biedy znosić musieli, a częstokroć i batogi ciężkie na przywitaniu odbierali albo też tyrańsko od Moskalów pomordowanymi zostali - ci, którzy na ten los nie przyszli, uważali jako męczenników za wiarę; ku któremu męczeństwu przypaść na siebie mogącemu ożywiali się heroizmem chrześcijańskim, unikając go jednak, ile możności.”

Poległym pod Popowem wojennej przygody przeżyć się nie udało, tak samo jak konfederatom nie udało się zatrzymać pożogi zmian, które ogarnęły Polskę ogniem pierwszego, a potem i drugiego i trzeciego rozbioru. Niezależnie jednak od wszystkiego stawali naprzeciw wroga dzielnie i na pamięć naszą zasłużyli. W miejscu bitwy stoi obelisk a inskrypcja na tablicy (wykonanej wg projektu artysty plastyka Zbigniewa Jakubowskiego) głosi:

Przechodniu powiedz Polsce
tu leżym jej syny
prawom jej do ostatniej posłuszni godziny
Na tych polach 10 marca 1769 roku
stawiając zaciekły opór oddało swe młode życie
300 Konfederatów Barskich
stanowiących straż tylną
zgrupowania Ignacego Skarbka Malczewskiego
rozniesieni na szablach kozackich
rosyjskiego korpusu interwencyjnego
płk Johanna von Drewitza.
Społeczeństwo Powiatu Międzychodzkiego 2009 r.

Liczba 300 sprawiedliwych, ofiarujących swe życie dla ocalenia idei której służyli, jak i pozostałych towarzyszy walki, przywodzi skojarzenie z oddziałem 300 Spartan, broniących pod wodzą króla Leonidasa suwerenności swej Ojczyzny pod Termopilami w roku 480 p.n.e. Sparafrazowany epigram Simonidesa oddaje hołd poległym tutaj Konfederatom, a miejsce to ochrzczone zostało mianem „Popowskich Termopil”. W 250. rocznicę bitwy warto być może oddać jej ofiarom należny hołd. Cześć ich pamięci.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie